niedziela, 27 września 2015

Rozdział 9

Maya's POV

Minął tydzień od tamtego dnia. Dnia, kiedy Justin mnie pocałował, a niejaki Jack zaczął coś podejrzewać. Nie lubię ludzi, którzy wtrącają się w sprawy, które ich nie dotyczą, poza tym, chyba nikt tego nie lubi, prawda? On nie może dowiedzieć się kim jestem. Mam swój cel, który muszę zrealizować i nikt nie może mi tego popsuć. Nikt. Staram się być profesjonalistką w tym co robię. Żadnych podejrzanych sytuacji, żadnych śladów, żadnych konsekwencji. Do tej pory jakoś mi się to udaje i mam nadzieję, że tak pozostanie. Wątpię, że ktoś mógłby podejrzewać dziewczynę w moim wieku i z takim charakterem o tego typu rzeczy, to także plus dla mnie. Zabawne jest to, gdy ludzie myślą, że po kilku zdaniach wymienionych ze mną znają mnie i całą moją historię. Kto powiedział, że Maya Rose McCann nie może kłamać? To także opanowałam do perfekcji i nie, nie czuję wyrzutów sumienia czy innych tego typu rzeczy, przecież nie tylko ja się tak zachowuje.
Wracając do tutejszych spraw, w ciągu tych kilku dni ja i Justin zbliżyliśmy się do siebie w pewien sposób. Mam na myśli to, że częściej rozmawiamy, nie kłócimy się i mamy dobry kontakt, można by powiedzieć, że podobnie jak kilka lat temu. Myślę, że to działa na moją korzyść, przecież tego chciałam. Musi mi ufać, a ja muszę go zniszczyć, to bardzo proste.
Tym bardziej teraz muszę być z nim blisko, gdy nasz znajomy z dzieciństwa jest tutaj i zaczyna mieszać mu w głowie. Oczywiście Justin chyba nie jest tak głupi, by mu wierzyć. Sam mówił, że jestem całkiem inną osobą i się nie przejmuje, ale warto uważać.

Justin's POV

Nadal myślę o tym co Jack mi powiedział, ale nie mogę powiedzieć o tym dziewczynie. Jest dobrze tak, jak jest. Nasze relacje są lepsze i to mnie cieszy, bo szczerze mówiąc po naszym małym pocałunku, spodziewałem się tego, że Maya może przestać ze mną rozmawiać, ale jak widać, chyba jej się to podobało. Nie mam nic przeciwko temu, w końcu im bliżej jesteśmy, tym szybciej zdobędę jej zaufanie, które teraz jest dla mnie tak ważne.
Wychodząc z pokoju do stołówki, by coś zjeść, zauważyłem pod drzwiami białą kopertę. Rozejrzałem się i nie widząc nikogo, wzruszyłem ramionami zabierając ją i wróciłem do  środka, obracając ją w dłoni. Koperta była dosyć małych rozmiarów i nie miała żadnego podpisu, oprócz moich inicjałów, dlatego zdziwiłem się. Pewnie ktoś robi sobie żarty, ale mogę sprawdzić co jest w środku, prawda? Usiadłem na łóżku i chcąc już ją otworzyć uniosłem wzrok, gdy ktoś wszedł do mojego pokoju.
-Przyszłam tutaj, bo nie pojawiłeś się na dole. Chciałam sprawdzić czy wszystko okej. - odparła cicho Maya z uśmiechem, na co skinąłem głową w zrozumieniu.
-Usiądź obok mnie, chcę ci coś pokazać. - mruknąłem i klepnąłem dłonią miejsce na łóżku obok mnie - Znalazłem pod drzwiami kopertę bez informacji o nadawcy, są tylko inicjały. Nie jestem pewny czy powinienem ją otwierać, co o tym myślisz?
Dziewczyną patrząc na mnie lekko zmieszana skinęła głową.
-Otwórz ją. Jestem bardzo ciekawa co jest w środku, może to jakiś list miłosny? - poruszyła zabawnie brwiami i zachichotała, co zawtórowałem.
Westchnąłem cicho i kiedy udało mi się to otworzyć wyjąłem papier, który był w środku.

"Uważaj na to, kim są ludzie w twoim otoczeniu.
Nie powinieneś ufać wszystkim.
Często ludzie, których "znasz" okazują się kimś innym, zapomniałeś o tym, Justin?
Chyba nie chcesz, by ktoś ponownie cię skrzywdził?
-PRZYJACIEL"

Przeczytałem tekst na głos i pokręciłem głową, odkładając kartkę na szafkę stojącą obok. Spoglądając na dziewczynę siedzącą obok przesunąłem palcami po swoich włosach lekko zirytowany. Kim jest osoba, która to napisała i co miała dokładnie na myśli? Przecież nie rozmawiam z nikim, oprócz Mayi, ale.. ona chyba nie jest kimś strasznym?
-Spokojnie Justin. Myślę, że nie powinieneś brać tego na poważnie. Ktoś robi sobie żarty, a ty wierzysz we wszystko. - szepnęła i przesunęła dłonią po moich plecach, co sprawiło, że trochę się uspokoiłem, ale nie zamierzam tego tak zostawić. Muszę wiedzieć  kim jest osoba, która to wysłała i jakie są jej intencje. 
-Masz rację. - odezwałem się po chwili kiwając głową - Przecież nie jestem blisko z nikim. Oprócz ciebie, ale ty mi tego nie zrobisz, prawda? Nie jesteś kimś fałszywym? - zapytałem cicho, unosząc brwi i nie słysząc odpowiedzi, poczułem jak dziewczyna mnie obejmuje. Muszę przyznać, że poczułem się trochę lepiej. 

*
ROZDZIAŁ Z DEDYKACJĄ DLA OLIWKI NAJWSPANIALSZEJ BUBUS

sobota, 19 września 2015

Rozdział 8


Justin’s POV

Wróciłem do swojego pokoju i zamknąłem za sobą drzwi, siadając na łóżku. Szczerze mówiąc, spotkanie Jack’a strasznie mnie zdziwiło. Zawsze był odpowiedzialnym i grzecznym chłopakiem, który chciał iść na prawo, a wylądował w psychiatryku. Ale skoro robi to co lubi, to nie mam nic przeciwko. Jest naprawdę dobrym znajomym. Nieraz mi pomógł w trudnej sytuacji i jestem mu za to wdzięczny. Krył mnie już kilka razy i nigdy nie wydał, więc wiem, że mogę mu zaufać. Jednak ciekawi mnie, czemu pomyślał, że Maya to Rose. No okej, są do siebie bardzo podobne, obie mają długie, brązowe włosy, duże oczy i nawet bym powiedział, że są takiego samego wzrostu. Rozmawiało mi się z Mayą tak, jakbym ją znał kilka ładnych lat,  ale to nie może być Rose, bo ona..

Bo ona nie żyje.


*flashback*
Wszedłem zdenerwowany do swojego domu i rzuciłem telefonem o ścianę, wsuwając dłoń w swoje włosy i pociągnąłem za ich końcówki. Dawno nie byłem tak zdenerwowany. Czułem, jak ciśnienie mi się podnosi, a krew gorączkowo buzuje w żyłach. Mój oddech był przyśpieszony, a ciało trzęsło mi się jak galaretka. Kocham być wkurwiony, ale wszystko ma swoje granice.
Jakiś pedał nie zapłacił za dragi i teraz ja mam za to płacić. Ale on to zrobi prędzej czy później i nie pieniędzmi, ale swoim życiem.
-Boże, co tu się dzieje, opanuj się trochę, Bieber – mruknął Chad, mój przyjaciel, wychodząc z kuchni i wszedł do salonu, opierając się o ścianę obok kanapy. – Musimy poważnie porozmawiać i to nie jest czas na żarty, więc odstaw na chwilę swoją złość – mruknął, wywracając oczami i usiadł naprzeciwko mnie, wzdychając cicho.
-Oho, już się boję – wywróciłem oczami, nie zwracając nawet na niego uwagi i wstałem z kanapy, idąc do kuchni. Otworzyłem lodówkę i wyciągnąłem z niej puszkę piwa, wracając na swoje poprzednie miejsce. – Dlatego nikogo nie ma w domu, byśmy mogli poważnie porozmawiać? – zaśmiałem się cicho, kręcąc głową.
-Nie będzie ci do śmiechu, jak ci to powiem, więc kurwa odłóż to piwo i mnie wysłuchaj – warknął, uderzając dłońmi o stół i podniósł się z miejsca, wsuwając dłonie do kieszeni spodni.
Tak, Chad też miał wybuchowy charakter i uwierzcie mi, reszcie chłopakom strasznie trudno z nami mieszkać pod jednym dachem.
-Dobra, mów co masz mówić i idź stąd, chcę obejrzeć mecz i wypić piwo – westchnąłem ciężko, włączając telewizor i otworzyłem puszkę, upijając łyka. Od razu się uśmiechnąłem i niechętnie przeniosłem wzrok na chłopaka, bo wiedziałem, że jeśli tego nie zrobię, nie zacznie mówić. I przysięgam, nigdy bym tego nie zrobił, gdybym wiedział co ma zamiar mi powiedzieć.
-Rose nie żyje – szepnął, zakładając kurtkę i wyszedł z mieszkania, zostawiając mnie kompletnie rozbitego.
*the end of flashback*


To był najgorszy dzień w moim życiu. Nie zdajcie sobie sprawy jak to jest usłyszeć, że najważniejsza osoba w twoim życiu nie żyje, że jej już nie ma. Nigdy jej nie przytulisz, nie zobaczysz jej pięknego uśmiechu, nie ujrzysz tych małych dołeczków, które robiły się jak unosiła w górę swoje kąciki ust. Te trzy słowa kompletnie mnie dobiły. Wtedy też pierwszy raz płakałem. I obiecałem sobie, że ostatni.
Ponoć ją zabili. Wiecie, mam swoich wrogów, którzy zrobią wszystko, bym tylko cierpiał i udało im się to. Załamałem się totalnie. Wszyscy, którzy ze mną żyli, znali mnie, wiedzieli, jak cholernie mi na niej zależy i jak mocno ją kochałem. Okej, może ją wtedy zostawiłem, nie powinienem tego robić i chciałem to naprawić, uwierzcie mi, chciałem do niej pojechać, wziąć w swoje ramiona i powiedzieć jej, że nigdy już jej nie opuszczę, ale nie zdążyłem.. Zabiła wtedy swoich rodziców i mnie potrzebowała, a ja jak chuj uciekłem. Nawet jej nie przeprosiłem.. Miałem z tego powodu cholerne wyrzuty sumienia, bo wiedziałem też, że byłem jedyną osobą do której mogłaby się wtedy zwrócić. Nie wiecie ile bym dał za cofnięcie czasu. Nigdy bym jej wtedy nie zostawił, a ona by żyła.
Przez całe tygodnie piłem, ćpałem, zabijałem. To stało się moją rutyną. Tylko ona trzymała mnie w linii prostej. Nikt nie miał takiego wpływu na mnie jak ona. Wszyscy mi powtarzali, że jestem strasznym mięczakiem dla niej, ale ja się o nią tylko troszczyłem. Opiekowałem się nią najlepiej jak potrafiłem, chciałem, by miała wszystko, co tylko zapragnęła. Nieba bym jej przybliżył, by była tylko szczęśliwa. Byłem w niej zakochany po uszy. Jestem chujem, ale nie życzę nawet swojemu największemu wrogowi, by usłyszał, że najważniejsza osoba w jego życiu nie żyje.
Ale nie mówmy o tym, nie będę już po niej płakał. Zawsze będzie miała miejsce w moim sercu i to się nigdy nie zmieni.

Bo w końcu nie zapomina się ludzi, którzy uratowali ci życie, prawda?


*
Rozdział dedykowany najlepszej na świecie spinelessbieber!!!

sobota, 5 września 2015

Rozdział 7

Justin's POV



Ostatni wieczór był naprawdę udany, po tym jak Maya wyszła z mojego pokoju. Pielęgniarka, której imienia niestety zapomniałem, spisała się w stu procentach. Szkoda, że nie poznałem jej wcześniej, nawet jej nie widziałem, może też jest tu nowa? Nieważne, wiem tylko, że przyda mi się jeszcze nie raz, jest mną oczarowana jak każda inna. Nadal nie mam pojęcia czemu Maya tak dziwnie zareagowała. Szczerze myślałem, że słyszała plotki o mnie, które krążą po ośrodku i mniej więcej wie jaki jestem i jak się zachowuje.
Kiedy zjadłem kolację w stołówce, odniosłem swoją tacę i rozglądając się nie zauważyłem nikogo znajomego, co było dość dziwne ze względu na to, że codziennie o tej godzinie są tu wszyscy, dosłownie wszyscy z ośrodka, przez co hałas jest niewyobrażalnie ogromny, a tłumy pacjentów przeszkadzają w wyjściu z pomieszczenia. Ten ośrodek jest naprawdę wielki. Możliwe też, że nie było ich tutaj, ponieważ przyszedłem trochę później niż oni.
-Justin, rusz się. Wiesz gdzie musisz iść teraz. - odezwał się znajomy głos, na co pokręciłem głową i ruszyłem w stronę dobrze znanego mi pomieszczenia, gdzie znajdowały się wszystkie leki, które zamiast pomagać pacjentom, niszczyły ich bardziej.
Wiedziałem dokładnie o której mogę tam iść, tak, żeby nikt mnie nie zauważył, co było wielkim plusem dla mnie, dzięki długim już pobycie tutaj. Potrzebowałem w tej chwili odpowiednich tabletek nasennych, nieważne po co mi one. Po prostu były mi potrzebne.
Sprawdzając ostatni raz czy nikt za mną nie idzie, wszedłem do środka i skupiając wzrok na jednej z półek, podszedłem bliżej i zacząłem szukać tego po co tutaj jestem. Kiedy już zauważyłem opakowanie, uśmiechnąłem się do siebie i wyciągnąłem dłoń po nie, gdy do środka wszedł nie kto inny jak Maya. Kurwa, czy ona śledzi mój każdy krok i zamierza mi wszystko utrudniać? Odłożyłem opakowanie i spojrzałem na dziewczynę, chcąc coś powiedzieć, ale postanowiłem wycofać się. Odłożyła karton, który trzymała w dłoniach i w tym samym czasie drzwi się zamknęły. Zmarszczyłem brwi, po chwili przypominając sobie o automatycznym zamykaniu ich po kilku minutach. Dodam jeszcze, że można je otworzyć tylko od zewnątrz, kocham swoje szczęście.
-Świetnie, zostaniemy tu do pieprzonego poranka, aż drzwi się otworzą. - warknąłem i uderzyłem dłonią w ścianę zirytowany, patrząc na Maye, która wyglądała na zmieszaną.
-Zostaniemy tu do rana? Justin, powiedz, że żartujesz. - mruknęła, kręcąc głową i odwróciła się w stronę drzwi, próbując je otworzyć. Oh, więc ona jeszcze nie wie jak to działa, prawdopodobnie nigdy do tej pory tu nie była.
-Mówię całkiem poważnie. Drzwi można otworzyć tylko z tamtej strony, a rano same się otwierają, więc wtedy wyjdziemy stąd. Nikt nie może się dowiedzieć, że tu byłem. - skinąłem głową, opierając się o ścianę i zsunąłem się w dół, siadając na podłodze. Westchnąłem, przeczesując palcami swoje włosy i czując, że po jakimś czasie dziewczyna siada obok mnie zrezygnowana, uniosłem wzrok na nią.
-Właściwie co tu robisz? Z tego co wiem pacjenci nie powinni tu przebywać. - odparła, skupiając wzrok na mnie. Teraz zaczną się pytania, pytania i jeszcze raz pytania. Nienawidzę ich, czy ona może nie zaczynać chociaż raz?
-Nie twój interes. Nie musisz wiedzieć wszystkiego. - wzruszyłem ramionami i odsunąłem się trochę. – A ty co tu robisz? O tej godzinie nigdy nie ma tu pielęgniarek, czy lekarzy. Zaczynam podejrzewać, że mnie śledzisz. - dodałem, unosząc brwi i zaśmiałem się cicho razem z moją towarzyszką. Noc z nią tutaj mogłaby pozwolić na to, żeby zaczęła bardziej mi ufać, co jest jednym z moich celów.
-Nie, nie śledzę cię. - szepnęła rozbawiona, na co skinąłem głową - Przyszła dostawa leków i powiedzieli mi, że mam je tu porozkładać.
-Skoro teraz jestem tu z tobą, mogę ci pomóc, co ty na to? - spojrzałem na karton, który stał przy drzwiach i nie czekając na odpowiedź podniosłem się, idąc w jego stronę. Zauważając, że podeszła do mnie, uśmiechnąłem się i podałem jej pierwsze opakowania.
Po około godzinie, kiedy wszystko rozłożyliśmy z powrotem usiedliśmy przy ścianie. Swoją drogą, gdy Maya nie patrzyła schowałem dla siebie opakowanie, po które tutaj przyszedłem. Jason nie dałby mi spokoju, gdybym tego nie zrobił, są nam potrzebne.
-Maya, czemu właściwie tutaj jesteś? - zapytałem, chcąc nawiązać rozmowę. - Wiem, że jesteś tu pielęgniarką, ale zostaniesz tu na stałe czy jak?
Dziewczyna wzruszyła ramionami, spoglądając na mnie i poprawiła swoje włosy, przesuwając po nich palcami.
-Nie wiem, ale chyba nie zostanę tutaj dłużej niż trzy miesiące. - skinąłem głową w zrozumieniu i zacząłem zadawać kolejne pytania dotyczące jej. Nienawidzę pytań, ale tylko tych skierowanych do mnie. Zadawanie pytań, których odpowiedzi są tak przydatne są stuprocentowo lepsze. Zapytałem dziewczynę między innymi o jej wiek, rodzinę, wspomnienia z dzieciństwa. Nie odpowiedziała na wszystko, ale i tak dowiedziałem się wielu ważnych rzeczy, o ile mnie nie okłamała.


Maya's POV

Kiedy Justin zaczął zadawać mi pytania, odpowiedziałam na większość z nich, ale kto powiedział, że moje odpowiedzi muszą być prawdziwe? Wszystko co mu powiedziałam, było kłamstwem, oprócz wieku i tego, że moi rodzice nie żyją, ale on myśli, że zginęli w wypadku, czyli kolejne kłamstwo. Czy za to pójdę do piekła? Jeśli tak to wiem, że na pewno trafię tam z chłopakiem, który siedzi obok. Skoro zamierza zbliżyć się do mnie, również ja mogę skorzystać z okazji i zapytać go o kilka rzeczy. Może dowiem się co działo się z nim po wyjeździe z naszego rodzinnego miasta, bo resztę raczej znam.
-Justin, teraz ty coś powiedz o sobie. Wiem tylko jak się nazywasz, ile masz lat i dlaczego tu jesteś. Nawet nie mogę spojrzeć do twoich akt, bo mam zakaz robienia takich rzeczy. - parsknęłam, wywracając oczami i zachichotałam cicho, co chłopak odwzajemnił.
-Nie mam pojęcia co mógłbym ci powiedzieć, moje dzieciństwo nie było najlepsze, ale nie było też najgorsze. Nie narzekam na to, jak żyłem, odnalazłem swoje pasje i to, co jest dla mnie idealne i to jest dla mnie najważniejsze teraz. Polubiłem swoje życie i zaakceptowałem je. Muszę tylko stąd wyjść i wtedy już całkiem będzie cudownie. - szepnął wzruszając ramionami. Nie wiem czemu, ale jak dla mnie jego słowa były naprawdę szczere. Lubię swoje życie zabójcy? Bardzo ciekawe. Po kilku minutach zaczęliśmy się dobrze dogadywać i znaleźliśmy tematy, o których możemy rozmawiać. Kto by pomyślał, że nadal tak potrafimy? Justin był moim najlepszym przyjacielem, zawsze mnie rozumiał, nie znałam kogoś lepszego od tego chłopaka, którego teraz w sumie nie znam. Nie wiem co dzieje się w jego głowie, nie wiem co teraz lubi, nie wiem kim są jego przyjaciele. Czasami tęsknię za naszymi długimi nocnymi rozmowami o życiu i o naszej przyszłości, którą mieliśmy spędzić razem. Pokręciłam głową wracając do rozmowy z nim, wspomnienia na pewno nie były czymś, co lubiłam i czego chciałam.
Nie zauważając nawet, że zbliżyłam się do niego na tyle, że mogłam oprzeć głowę o jego ramię, uśmiechnęłam się do siebie. Justinowi to nie przeszkadzało, nie odepchnął mnie. To akurat było dziwne zwracając uwagę na jego wcześniejsze zachowania wobec mnie. Po pewnym czasie zostając w tej samej pozycji zasnęłam zmęczona tym dniem.


Justin's POV

Kiedy zauważyłem, że dziewczyna zasnęła na moim ramieniu przesunąłem dłońmi po jej włosach i musnąłem wargami jej czoło. Śpiąca Maya zdecydowanie była najsłodszą Mayą. Poza tym, mam wrażenie jakbym znał ją dłużej niż niecały miesiąc, no ale nic, to tylko moje spostrzeżenia, przecież nigdy wcześniej nawet jej nie widziałem. Westchnąłem, opierając głowę o jej i po chwili również zasnąłem.
Następnego dnia, budząc się poczułem nadal śpiącą na mnie Mayę, której jednej dłoń leżała na moim brzuchu. Okej, to już lekka przesada.
-Maya? Obudź się, drzwi są już otwarte i możemy wyjść. - mruknąłem patrząc w stronę drzwi i lekko poruszyłem ciałem dziewczyny, która w końcu się wybudziła. Zdezorientowana spojrzała na mnie, szybko odsuwając się ode mnie.
-Justin, przepraszam, nawet nie wiem kiedy.. - odparła patrząc w kierunku drzwi i schowała kosmyk swoich włosów za ucho.
-Chodźmy, nie mogą mnie tu zobaczyć, ani nas razem. - przerwałem jej, podnosząc się i podałem jej dłoń, pomagając wstać. Gdy wyszliśmy z pomieszczenia, rozejrzałem się i ściskając mocniej dłoń dziewczyny, przyciągnąłem ją do siebie tak, że stała przy ścianie twarzą do mnie. Oparłem dłonie po obu stronach jej głowy i nie widząc nikogo na korytarzu westchnąłem spokojnie nachylając się ku niej.
-Słuchaj Maya, to o czym tam rozmawialiśmy.. nikt nie może o tym wiedzieć, rozumiesz? Mam nadzieję, że mogę ci zaufać chociaż w małym stopniu? - wyszeptałam przy jej uchu, unosząc brwi.
-T-tak, Justin. - skinęła głową, na co uśmiechnąłem się - To zostanie między nami, spokojnie.
-Grzeczna dziewczynka. - odparłem, patrząc na wargi dziewczyny stojącej przede mną i nie myśląc o dalszych konsekwencjach, musnąłem je swoimi, przesuwając dłonią po jej policzku. Zdając sobie sprawę z tego co robię, po chwili odsunąłem się kręcąc głową i chcąc odejść, zderzyłem się z kimś przy wyjściu z korytarza.
-Uważaj jak chodz.. - urwałem unosząc wzrok i gdy zobaczyłem kto stoi przede mną szczerze zdziwiłem się. – Hej, Jack? Co ty tutaj robisz? - zaśmiałem się, witając z chłopakiem, który kiedyś był moim naprawdę dobrym przyjacielem w dzieciństwie.
-Jestem tu z powodu kontroli, którą przeprowadzam w takich ośrodkach. Muszę zostać na kilka dni. - wzruszył ramionami i spojrzał za mnie. Podążyłem wzrokiem za nim i widząc nadal tam stojącą dziewczynę, wywróciłem oczami. Zapomniałem, że nadal tam jest.
-Hej Rose, wy nadal macie ze sobą kontakt? Myślałem, że po twoim wyjeździe już przestaliście rozmawiać? - uśmiechnął się chłopak, na co zmarszczyłem brwi zdezorientowany. Chcąc już zapytać co miał na myśli, Maya wyprzedziła mnie.
-Słucham? Nie znam go, musiałeś nas pomylić. - odparła, oblizując swoje wargi i pokreciła głową i zaśmiała się nerwowo. - Muszę już iść, do zobaczenia. - dodała szybko i spojrzała na mnie, przechodząc obok nas po czym wyszła.
-Znasz ją? Ona ma na imię Maya, nie Rose. - zmarszczyłem brwi, przyglądając się uważnie osobie, stojącej przede mną, na co ten skrzywił się.
-Tak? Wydawało mi się, że to Rose. Naprawdę jest podobna, nie zauważyłeś tego? - zaśmiał się, przez co zacząłem domyślać się o kim mówi. Rose, czyli osoba, którą naprawdę kochałem kilka lat temu. W sumie, Maya trochę ją przypominała, ale to na pewno nie była ona.
-Tak, może i są podobne, ale to całkiem inne osoby. Muszę już iść, nie mogą mnie tu zobaczyć. Spotkamy się w stołówce czy coś, skoro zostajesz tu na kilka dni. - posłałem mu uśmiech i poklepałem dłonią po ramieniu, odchodząc tak, by nikt mnie nie zauważył.




*
Nowy rozdział pojawi się po 15 komentarzach. Jeśli chcielibyście komentować rozdziały na twitterze, dodawajcie hashtag #therageff do tweetow!

piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział 6

Justin’s POV

Kurwa, zawsze musi mi we wszystkim przeszkodzić. Najpierw to zabójstwo, teraz to. Ta dziewczyna ciągle pojawia się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Już mnie to zaczyna wkurwiać. Najchętniej to bym ją już zabił i byłby spokój. Nikt mnie tak dawno nie denerwował jak ona, przysięgam.
-Spokojnie, Justin, jeszcze trochę i się jej pozbędziemy, raz na zawsze.
Skinąłem głową i podniosłem się z ciała pielęgniarki, która, jak zauważyłem, mocno się zarumieniła na co wywróciłem oczami, poprawiając swoje ubrania i podszedłem bliżej Mayi.
-Czego chcesz? Nie widzisz, że jestem trochę zajęty? – warknąłem, unosząc brwi i oblizałem usta, uważnie na nią patrząc.
-Przepraszam, chciałam tylko zapytać, czy coś.. – zająkała się, kręcąc głową i machnęła lekceważącą ręką, cofając się. – Przepraszam – mruknęła zdezorientowana i wyszła z mojego pokoju, kierując się na dół.
O co jej chodzi? Najpierw jest wyszczekana i mówi, co jej ślina na język przyniesie, a teraz się tak łatwo poddaje? Nie rozumiem już jej. Dziewczyny są tak popierdolone, że to aż boli. A może jest zazdrosna? Ale o co? O mnie? Aż tak bardzo jej się podobam, że chce mnie mieć tylko dla siebie? Uśmiechnąłem się pod nosem na tę myśl i podszedłem do drzwi, zamykając je, po czym wróciłem do swojego łóżka, ponownie zawisając nad pielęgniarką, którą zacząłem namiętnie całować.


Maya’s POV

Zazdrość. Tak, to jest to, co teraz czułam. I nie obchodzi mnie teraz to, że miałam być na niego zdenerwowana i miałam szukać zemsty. Ja najzwyczajniej w świecie jestem zazdrosna. Nie powinnam tego czuć, ale jednak. To jest silniejsze ode mnie. Za dużo dobrych chwil i wspomnień, bym ot tak o tym wszystkim zapomniała. Możliwe, że wychodzę teraz na hipokrytkę, bo raz mówię, że go nienawidzę, a raz jestem o niego zazdrosna. Ale gdybyście tylko wiedzieli..
Podciągnęłam rękaw swojej bluzy i spojrzałam na lewą rękę, na której widniała złota, delikatna bransoletka.

*flashback*
Uśmiechnęłam się szeroko, gdy sięgnął do szuflady po małe pudełeczko i zagryzłam dolną wargę, chichocząc.
-Nie podglądaj – usłyszałam jego głos, a na swoich ustach poczułam jego miękkie wargi. – Zamknij oczy, kochanie – szepnął, a przez moje ciało przeszedł dreszcz, który zawsze mi towarzyszył w jego obecności.
-Dobrze, nie będę – pisnęłam, przymykając posłusznie swoje powieki i westchnęłam cicho, denerwując się.
Poczułam jak delikatnie chwyta moją dłoń i otwiera pudełeczko. Podskoczyłam w miejscu, gdy zimny przedmiot spotkał się z moją ręką. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się co to może być. Nóż?
-Możesz otworzyć oczy, księżniczko – mruknął, oblizując usta.
Wykonałam jego polecenia i rozchyliłam swoje wargi, patrząc na piękną, złotą bransoletkę, widniejącą na moim nadgarstku. Była prześliczna. Małe kółeczka przeplatały się z diamencikami. Nigdy nie widziałam takiej ślicznej biżuterii, a co za tym idzie, nikt mi czegoś takiego nie wręczył. Spojrzałam na chłopaka przed sobą, a w moich oczach pojawiły się łzy. On mnie naprawdę uszczęśliwia. Zakochałam się w nim po uszy, a dzięki takim małym gestom widzę, że jemu też na mnie zależy. Takiego chłopaka szukałam. Czułego, opiekuńczego, kochanego. Wiem, że obroni mnie przed wszystkim i nie pozwoli na to, by stała mi się krzywda. Dzięki niemu jestem naprawdę szczęśliwa i chcę by ta chwila trwała wieki.
Rzuciłam się mu na szyję i mocno w niego wtuliłam, zaciągając się jego cudownym zapachem. Był mój, a ja jego. Nic więcej do szczęścia nie potrzebowałam, gdy szatyn owinął ręce wokół mojej drobnej talii, dając mi poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo pragnęłam. Nigdy nie czułam się lepiej.
-Zależy mi na tobie, księżniczko, bardzo, cholernie mocno mi na tobie zależy – wyszeptał mi do ucha, całując delikatnie miejsce za nim. – Jesteś wszystkim co mam i co chcę.
-Mi na tobie też, Justin – szepnęłam, uśmiechając się szeroko, a po moich policzkach spłynęły w dół łzy szczęścia. – Mi na tobie też.. – wymamrotałam cicho, gdy chłopak przycisnął mocno swoje usta do moich i położyła mnie na łóżku, umiejscawiając się między moimi nogami.
*the end of flashback*

Zaśmiałam się cicho na wspomnienie i wytarłam łzy, które na przekór leciały po mojej twarzy. Przyszłam tu tylko po zemstę, ale nie wiedziałam, że to będzie tak cholernie trudne. Kochałam go. Byłam w nim kurewsko zakochana i wiązałam z nim swoją przyszłość. Chciałam z nim spędzić resztę swojego życia, zacząć nowy rozdział, ale najwidoczniej on nie chciał tego samego. I mnie zostawił.. Wiecie co się stało, więc nie będę o tym znowu opowiadać. Nie wiem czemu mnie to zabolało, jak zobaczyłam go z tą pielęgniarką. Może przez wspomnienia, które najchętniej bym wymazała ze swojej pamięci.
Przetarłam swoje policzki i podniosłam się z krzesełka, pociągając rękaw. Nie wiem, czemu po tylu latach ciągle noszę tą bransoletkę. Pewnie z sentymentu.
Podeszłam do blatu, nalewając do czajnika wody i ustawiłam go na kuchence, włączając ostrożnie gaz. Wrzuciłam do kubka saszetkę herbaty i westchnęłam ciężko, opierając swoją głowę o szafki. Nie mam pojęcia jak to będzie.
-Maya, weź się w garść, nie pamiętasz jak cię potem zranił? – odezwał się głos, którego, o dziwo, dawno nie słyszałam.
-Wiem, ale nie jestem taka jak on i mam uczucia – szepnęłam, czując, że jakbym powiedziała to głośniej, mój głos by się załamał.
-Jesteś tu tylko i wyłącznie dla zemsty, zapomnij o nim, jako o swoim ex chłopaku i skup się na swojej misji.

-Postaram się – westchnęłam ciężko i skinęłam głową, oblizując powoli swoje usta. 

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 5

Justin's POV

Co ona tutaj robi? Jak mam się teraz wytłumaczyć? Cholera, na pewno powie wszystko w ośrodku. Myśl Justin, przecież to nie jest takie trudne. Spojrzałem jej w oczy, oblizując powoli swoje wargi i pokręciłem głową.
-Posłuchaj, Maya - zacząłem rozglądając się, by sprawdzić czy nikogo nie ma w pobliżu i złapałem za jej ramię, lekko je ściskając - Jeśli komukolwiek powiesz co widziałaś, źle się to dla Ciebie skończy, uwierz mi.
-Zabiłeś człowieka i myślisz, że nikomu o tym nie powiem, bo mnie straszysz? Nie boję się Ciebie, Justin. - wyszeptała pewnie, patrząc mi w oczy i zaśmiała się pod nosem.
Denerwuje mnie to jaką odważną zgrywa. W sumie, gdybym zabił ją teraz, nikomu by nic nie powiedziała i dodatkowo, nie wkurwiałaby mnie więcej, ale wolę, żeby jej śmierć była bardziej... wyjątkowa, jeśli wiecie o co mi chodzi. Muszę przyznać, że Maya jest naprawdę piękna, ale myślę, że jest tak samo głupia jak inne dziewczyny, które do tej pory poznałem, wszystkie są takie same. Po tym, co działo się w moim domu w dzieciństwie stwierdziłem, że miłość nie jest dla mnie. Kłótnie moich rodziców źle na mnie wpłynęły, jak najszybciej chciałem się stamtąd wyrwać i na szczęście udało mi się. Mój ojciec odszedł od nas i nawet nie wiem czy żyje, prawdopodobnie nie, a moja matka i siostra... sami wiecie co się z nimi stało.
-Zrobisz jak chcesz, ale pamiętaj, że Cię ostrzegałem. - odezwałem się po chwili puszczając jej ramię - Nie żartuje i powinnaś zacząć się bać, po tym co zobaczyłaś, kochanie. - parsknąłem, odsuwając się od dziewczyny i posyłając jej ostatnie spojrzenie, ruszyłem w stronę ośrodka, nie odwracając się w jej stronę.

Maya's POV

Kochanie? Co on sobie kurwa myśli? Pokręciłam głową i czując zimne powietrze, poprawiłam swoją bluzę, by było mi cieplej i ruszyłam w stronę ośrodka, obserwując Justina. Mam mętlik w głowie, czemu on zabił tego człowieka? Czy powinnam wszystko powiedzieć w ośrodku? Sama nie wiem, nadal się go nie boję, ale chciałabym, żeby ukarano go za to, co zrobił. Z drugiej strony, wolę żyć z nim w pewnego rodzaju zgodzie, muszę pamiętać, czemu się tutaj pojawiłam. Zemsta.

*flashback*
Siedziałam na jednej z ławek na lotnisku, czekając na Justina. Byłam bardzo podekscytowana, lot do Francji brzmi całkiem dobrze. Muszę uciec z tego miejsca, po tym jak zabiłam swoich rodziców nie widzę tutaj dla siebie przyszłości. Nawet nie chcę tu być.
Miał zjawić się kilkanaście minut temu. Cholera, gdzie on jest? Rozejrzałam się, szukając chłopaka, lecz nadal nic. Słysząc głos mężczyzny informującego o tym, że za pięć minut mój lot podniosłam się, zabierając swoją małą walizkę i po chwili stanęłam w kolejce, wyjmując telefon. Postanowiłam zadzwonić do Justina, by sprawdzić gdzie jest i przyśpieszyć jego przyjazd tutaj, ale gdy odblokowałam ekran, zauważyłam wiadomość od niego. Szybko ją otworzyłam, ale jej zawartość bardzo mnie rozczarowała. Napisał tylko, że nie wyjeżdża ze mną i życzy mi miłego lotu. Czy on żartuje? Jak mógł mnie  zostawić w takim momencie? Przecież mówił, że mnie kocha, dlaczego miałby kłamać?
Schowałam telefon i otarłam łzy, które zaczęły spływać po moich policzkach. Zranił mnie, chociaż wiedział jak bardzo się tego obawiam, jak mógł? Nienawidzę go, jestem wściekła i nie chcę go znać. Justin Bieber od tej pory jest dla mnie nikim, ale obiecuję, że jeszcze się spotkamy, a wtedy... zemszczę się.
*the end of flashback* 

Pokręciłam głową i gdy uniosłam głowę, zauważyłam, że chłopaka już przede mną nie ma. Musiał wejść przez główne wejście, bo zostawiłam otwartą bramę. Cholera, mam nadzieję, że nikt z personelu się o tym nie dowie.
Następnego dnia, gdy zeszłam na dół do stołówki pełnej pacjentów westchnęłam pod nosem, na szczęście nie robią hałasu, co mnie cieszy, bo mój dzisiejszy ból głowy naprawdę w niczym mi nie pomaga. Rozglądając się, zauważyłam Justina, przyglądającego mi się.. um, okej? Może powinnam z nim porozmawiać? Nie, to raczej zły pomysł, niby co miałabym mu powiedzieć? Na pewno wie, że go nie wydałam, więc nie mamy o czym rozmawiać. Mógłby chociaż mnie przeprosić za swoje wczorajsze zachowanie, nie był miły. Z rozmyśleń wyrwał mnie hałas stłuczonego szkła, potrząsnęłam głową i zauważając, że to przez Justina, który stoi już tak obok mnie, przygryzłam dolną wargę patrząc mu w oczy. Chłopak podszedł jeszcze bliżej mnie i uśmiechnął się pod nosem, oblizując powoli swoje wargi.
-Cieszę się, że zrozumiałaś moje wczorajsze słowa i nie wydałaś mnie. - wyszeptał blisko mojego ucha, na co wzdrygnęłam się lekko, odsuwając od niego.
-Nie zrobiłam tego dla Ciebie i dlatego, że próbowałeś mnie wystraszyć, co w sumie słabo Ci wyszło. - parsknęłam, wzruszając ramionami. - Pamiętaj, że następnym razem nie będę Cię kryć, a teraz wybacz, ale muszę zająć się innymi pacjentami, nie jesteś tutaj sam. - przesunęłam dłonią po jego ramieniu i uśmiechając się wyszłam ze stołówki.


Justin's POV

Wróciłem do swojego pokoju i zamknąłem drzwi, po chwili kładąc się na łóżku. Gdyby Maya powiedziała wszystkim, że zabiłem człowieka prawdopodobnie zostałbym tu jeszcze z kilka lat dłużej, a tego nie chcę. Chcę wyjść stąd jak najszybciej, a termin mam dopiero za rok. Kolejny rok z tymi psycholami. Wytrzymasz, Justin. Myślę, że dziewczyna dobrze wie co zrobiłbym, gdyby mnie nie słuchała, co również bardzo mnie cieszy. Nie chciałbym zabijać jej wcześniej, niż mówił Jason. Muszę znaleźć sposób na zbliżenie się do niej, na tyle, by mi zaufała, ale to cholernie trudne, gdy jest ona małą wkurwiającą dziwką. Poza tym, gdyby nie to, że jest moją przyszłą ofiarą nie chciałbym nawet z nią rozmawiać. Jedyne czego bym od niej na pewno chciał jest seks, musi być niezła w łóżku. Na pewno nie jest dziewicą, przynajmniej nie wygląda na taką.
Podniosłem się z łóżka, gdy zobaczyłem pielęgniarkę wchodzącą do mojego pokoju z lekami.
-Przyniosłam Twoje leki. - mruknęła cicho, wzruszając ramionami i spoglądając na mnie podeszła bliżej mojego łóżka, kładąc tacę na szafce. Zmierzyłem ją wzrokiem i oblizałem swoje wargi, patrząc na jej tyłek. Jest bardzo seksowną pielęgniarką. Podszedłem bliżej dziewczyny i westchnąłem cicho, przesuwając dłońmi po jej biodrach i uśmiechnąłem się, gdy nie zabrała ich. Każdemu przyda się chwila zapomnienia i oderwania od rzeczywistości, prawda? Przyciągnąłem ją do siebie, odwracając w moją stronę i spojrzałem w jej oczy, po chwili złączając nasze usta w pocałunku. Nie zamierzam jej zabić, nie teraz, może mi się jeszcze przydać.
Pchnąłem ją lekko na łóżko i nachylając się nad nią zacząłem składać pocałunki na jej szyi, przez co cicho jęknęła, co pobudzało mnie jeszcze bardziej. Zacząłem rozpinać guziki jej fartucha lekarskiego i wtedy usłyszałem głos, który tak bardzo mnie denerwował i na pewno nie chciałem usłyszeć go w tym momencie.
-Justin..? - szepnęła Maya, która stała przy drzwiach z zaskoczoną miną.

środa, 29 lipca 2015

Rozdział 4

Justin’s POV

Oblizałem swoje pełne wargi, obmyślając w głowie plan. Dzisiaj jest ten dzień, dzisiaj nareszcie będę w swoim żywiole. Odwróciłem głowę w bok, patrząc na kraty w oknach i skrzywiłem się lekko, dziękując w duchu, że jest już dosyć ciemno. Wyciągnąłem spod poduszki swój scyzoryk i obróciłem go w dłoni kilka razy, uśmiechając się pod nosem. Tak bardzo tęsknię za zabijaniem, za widokiem krwi, za błagającym wyrazem twarzy tych wszystkich ludzi, którzy umierają w męczarniach. Tym żyję, tym oddycham. Mówcie sobie co chcecie, że jestem psychiczny, że powinienem się leczyć..  I tak mam to w dupie.
Podniosłem się z łóżka, poprawiając swoje brązowe włosy i zagryzłem dolną wargę, rozglądając się dookoła. Zaraz przyjdzie pielęgniarka, bym zszedł na dół, do głównego pokoju, wiecie, taki w którym wszyscy pacjenci się spotykają, rozmawiamy i takie tam. No tak, oni grają w karty, a ja w tym czasie zabijam ludzi. Różne są hobby.. Spojrzałem w stronę drzwi, które się otworzyły, a w nich ukazała się ta pielęgniarka. Zmierzyłem ją od góry do dołu i powoli oblizałem swoje wargi. Mam ją zabić, ale cholera, jest gorąca. Maya. Takie słodkie imię i taka słodka twarzyczka. Ciekawe jak to jest być nad nią i ją ostro pieprzyć.. Pewnie idealnie zaciskałaby się na moim.. Dobra, Bieber, hej, nie pędź tak daleko. Spokojnie.
Pokręciłem głową, wyrzucając te myśli ze swojego umysłu i ruszyłem za nią, schodząc na dół. Wsunąłem ręce do kieszeni swoich dresów i westchnąłem, gdy Maya popchnęła drzwi i weszła do wielkiej sali. Zacisnąłem swoje wargi, zajmując miejsce obok jakiegoś blondyna i oparłem się wygodnie o krzesło, udając, że słucham ich jakże fascynującej rozmowy. Muszę tu posiedzieć z 20 minut, by nie było żadnych podejrzeń i wyjdę ukradkiem tylnym wyjściem, które nie jest pilnowane. Pewnie zastanawiacie się skąd to wiem? No cóż.. Nie siedzę tu tydzień, by znać już cały plan budynku. Wiem dokładnie, gdzie stoją ochroniarze, o której godzinie zamykają drzwi. Wiem po prostu wszystko.
Warknąłem, gdy poczułem szturchnięcie w żebro od blondyna i przyłapałem się na tym, ze cały czas patrzyłem na Maye. Kurwa.
-Niezła jest ta nowa, prawda? – uśmiechnął się złośliwie chłopak, wskazując na nią brodą. – Muszę użyć swojego uroku i zacząć z nią trochę poflirtować.
-Ta, jasne – prychnąłem, nie chcąc go dłużej słuchać. On i jego urok? Niech mnie nie rozśmiesza. Maya nigdy nie będzie jego, bo ona już teraz należy do mnie.


Maya’s POV

Poczułam, jak moje policzki robią się lekko czerwone, gdy zauważyłam, że Justin ciągle się na mnie patrzy. O co mu chodzi? Przypomina mnie sobie? Wie już kim jestem? Zabije mnie teraz? Nie, to niemożliwe. Gdyby wiedział kim jestem, byłby wobec mnie inny. Zagadałby do mnie. Aż mi się rzygać chce na tę myśl. Wspominałam już jak cholernie go nienawidzę?
-Chyba wpadłaś w oko naszym pacjentom, wszyscy na ciebie patrzą – szepnęła do mnie Marie, jedna z pielęgniarek. – Tylko uważaj, bo oni to potrafią idealnie wykorzystać.
-Spokojnie, jestem tutaj, by pracować, a nie wdawać się w romanse. Będę ostrożna – skinęłam głowa, uśmiechając się do niej lekko.
-To dobrze, ale szczególnie uważaj, na Biebera. Sama przeczytałaś już na pewno jego dokumenty i wiesz jakie ma usposobienie – westchnęła cicho, siadając wygodniej na krześle i rozejrzała się dookoła. Oj, ja już to osobiście wiem..
-Wiem, wiem, dam sobie radę, może i jestem młoda, ale jednak doświadczona przez życie – zachichotałam, wzruszając swoimi ramionami.
Gdy Marie już nic nie odpowiedziała, nagle do głowy wpadła mi jedna rzecz. Jego scyzoryk. Przecież pacjenci tutaj nie mogą mieć ostrych rzeczy, wszystkie oddają na wejściu. Jak mu się udało go przemycić? I po co mu ten scyzoryk? Na pewno nie po to, by obierać sobie jabłka. Zagryzłam mocno dolną wargę, bojąc się, że moje przypuszczenia mogą się okazać prawdą. Rozejrzałam się dookoła, chcąc wychwycić wzrok Justina, ale bezskutecznie.
Cholera, nie ma go.


Justin’s POV

Jakie to było proste, jak zawsze. Wszyscy są tu tak naiwni i głupi, że nawet nie wiedzą, co wokół nich się dzieje. Bez problemu wyszedłem z sali, by udać się do tylnego wyjścia i nawet się nie obejrzałem, a już byłem na zewnątrz. Przymknąłem swoje powieki, czując delikatny powiew zimnego wiatru na swojej twarzy i uniosłem swoje kąciki ust do góry. Dawno kogoś nie zabiłem. Trzy dni temu.. To zdecydowanie za długa przerwa jak dla mnie. Jestem uzależniony. Tak jak narkoman od narkotyków, alkoholik od alkoholu, palacz od papierosów. Ja jestem uzależniony od zabijania i gdy tego nie robię, włącza się taki ‘’głód’’. Od razu ręce zaczynają mi drżeć, oddech staje się szybszy, a krew szybciej krąży. Uzależniony człowiek mnie na pewno rozumie.
Ruszyłem w stronę swojego miejsca, gdzie zazwyczaj przebywa moja kolejna ofiara. Wspominałem już, że zabijam te osoby, które na to zasługują. Teraz skupiłem się na mężczyznę w podeszłym wieku. Ma dwójkę dzieci, żonę, ładny dom, samochód, a co za tym, idzie dobrze płatną pracę. Czemu chcę, by umarł? Proste. Był jedną z tych osób na widowni, w sądzie, kiedy wydali na mnie wyrok o umieszczenie w zakładzie psychiatrycznym. Idiota chciał bym tam poszedł. Teraz to jego ‘’tak’’ się przeciw niemu nieźle obróci.
Wywróciłem swoimi oczami, stając przed drzwiami klubu ze striptizem i zaśmiałem się pod nosem. Idealny mąż, idealny ojciec.. Wszedłem do środka, a do moich nozdrzy od razu dotarł zapach papierosów i alkoholu. Zapaliłbym sobie coś i to natychmiast. Rozejrzałem się dookoła i oblizałem powoli swoje usta. Wystrój był oczywiście w kolorach ciemnych, przeważał czarny i czerwony. Na środku był bar, na którym tańczyło kilka kobiet. Gdzieniegdzie były poustawiane klatki, w których tańczyły striptizerki, w swoich obcisłych strojach. Nie powiem, ale zrobiło mi się trochę nieprzyjemnie w bokserkach. W środku było dużo ludzi, szczególnie mężczyzn. Zaśmiałem się pod nosem, gdy jedna z dziwek prowadziła do osobnego pokoju starszego mężczyznę. Gdybym nie był tutaj z misją, pewnie też bym tam wylądował..
Odnalazłem wzrokiem swoją ofiarę i powoli do niego podszedłem. Usiadłem obok niego, a temu o mało co oczy z orbit nie wyleciały. Przezabawny widok.
-Pamiętasz mnie? – wychrypiałem, patrząc na dziewczynę, która tańczyła na stole, przy którym siedzieliśmy. Miała nie więcej niż 21 lat, długie, blond włosy i o dziwo, mało makijażu na swojej twarzy. Ubrana była tylko w czarne stringi. W tak młodym wieku jebać sobie życie. Jestem chyba hipokrytą, bo ja mam tyle samo co ona. No ale ja to inna historia.
Spojrzałem na mężczyznę, który z trudem przełknął ślinę i poprawił swój krawat, przenosząc na mnie wzrok.
-Jesteś Justin Bieber. Nie sądziłem, że tak szybko cię wypuszczą – mruknął cicho, upijając łyka swojego drinka.
-Jak to miło, że nadal mnie pamiętasz. A tak na marginesie, to nadal tam siedzę, po prostu wybrałem się na mały spacer – uśmiechnąłem się do niego sztucznie, obserwując jego reakcję.
-Więc.. co ty.. co ty tu robisz? – zająkał się, odstawiając szklankę na stół i rzucił kilka banknotów pod nogi dziewczyny.
-Chciałem zobaczyć, co u mojego starego kumpla słychać. Co, już nie możemy powspominać sobie starych czasów? Jak to wysłałeś mnie do psychiatryka? – warknąłem, zaciskając swoją szczękę i zacząłem szybciej oddychać.
-Należało ci się, zabiłeś swoją matkę i siostrę, jak ci nie wstyd – prychnął, wywracając swoimi oczami. O nie, tego już za dużo. Nikt nie będzie wywracał na mnie oczami.
Podniosłem się ze swojego miejsca, dając złudną nadzieję, swojemu przyjacielowi, że chcę odejść. Złapałem go mocno za ramię i szarpnąłem nim, by szedł za mną.
-Idziesz za mną, albo zrobimy małą szopkę – warknąłem, przeciskając się przez ludzi, by dojść do wyjścia. Gdy byliśmy już na zewnątrz, skierowaliśmy się w opuszczoną uliczkę, która nie była daleko od klubu. Popchnąłem mężczyznę przed siebie i przekrzywiłem głowę na bok. – Teraz mnie posłuchaj, musisz zapłacić za to co mi zrobiłeś kilka lat temu swoim życiem.
-Nie, proszę cię, ja mam rodzinę, mam dzieci i żonę, co oni zrobią beze mnie – szepnął błagalnie, a ja uśmiechnąłem się zwycięsko. Ciągle to samo, rodzina, dzieci, blablabla.
-Gówno nie rodzina. Gdybyś wiedział co to jest, nie siedziałbyś w klubie ze striptizem i gapił się na nagie panienki, które zapewne później pieprzysz – warknąłem, zaciskając dłonie w pięści i zrobiłem krok w jego stronę.
-I ty będziesz mi mówić, co to jest rodzina? Ty, który zabiłeś swoją matkę i siostrę, będziesz mnie pouczał na czym polega bycie mężem i ojcem? – prychnął śmiechem, kręcąc głową. – Nie rozśmieszaj mnie.
Wciągnąłem gwałtownie powietrze do ust, kręcąc głową. Przekroczył granicę. Nie będę pozwalać jakimś nic nieznaczącym ludziom, by mnie obrażali i mówili mi, co mam robić. W kilka sekund zmniejszyłem odległość, która nas dzieliła i uderzyłem go mocno w szczękę, popychając na ziemię.
-Nie będziesz mi kurwa mówił, co mam do kurwy nędzy robić – krzyknąłem, kopiąc go w brzuch. Mężczyzna skulił się z bólu, a na jego twarzy pojawił się grymas. O, tak, zdecydowanie to jest to, co kocham.
-Zostaw mnie, dam ci pieniądze, wszystko co chcesz, ale zostaw mnie w spokoju – jęknął, gdy po raz kolejny poczuł uderzenie w okolicy żeber.
-Nie chcę twoich zasranych pieniędzy, chcę twojej śmierci – mruknąłem spokojnie, wyciągając z kieszeni swój scyzoryk i ukucnąłem przed mężczyzną, podnosząc palcem jego podbródek, by na mnie spojrzał. – Zalazłeś mi za skórę, a ci którzy to robią spotykając się ze śmiercią, pamiętaj – szepnąłem i wraz z wypowiedzeniem tych słów przejechałem ostrym scyzorykiem po jego szyi.
Odsunąłem się, patrząc na wylewającą się krew z jego tętnicy i westchnąłem cicho, siadając przed nim po turecku. Kochałem ten widok. Kochałem, gdy z szyi wypływa ogrom krwi, a dana osoba umiera przez brak tlenu i wykrwawienie. Od razu poczułem jak moje mięśnie się rozluźniają, a ciśnienie krwi spada. Nic na to nie poradzę, że uwielbiam zabijać. To jest to, co sprawia, że jestem odprężony, odpoczywam przez to. Nachyliłem się nad mężczyzną, wycierając w jego koszulę swój scyzoryk, a ta od razu pokryła się czerwoną cieczą. Wyciągnąłem z jego kieszeni paczkę papierosów i wsunąłem jeden pomiędzy swoje wargi, odpalając go. Zabita osoba i papierosy.. Niebo. Podniosłem się, otrzepując swoje spodnie i zaciągnąłem się mocno nikotyną, wypuszczając ją po chwili. Oh, zapomniałbym.. Wyciągnąłem ze swoich dresów małe pudełeczko i ostrożnie podniosłem jego powieki, wbijając w jego oczy szpilki.
-Wbijasz mi nóż w plecy, ja ci wbijam szpilki w oko – zaśmiałem się cicho na dobór swoich słów i pokręciłem głową. Tak, teraz jest idealnie. Uśmiechnąłem się do siebie i rzuciłem papieros na beton, gasząc go butem. Nareszcie prześpię całą noc. – Pozdrów moją mamę i siostrę – rzuciłem krótko.
Odwróciłem się, mając zamiar wrócić do szpitala, ale jeden dźwięk przykuł moją uwagę. Pisk. I to nie był byle jaki pisk. To był kobiecy pisk. Zmrużyłem oczy, chcąc coś dostrzec i zauważyłem, jak za kontenerem stoi jakaś osoba. Podszedłem bliżej, a ona wyszła mi na spotkanie.
-Maya.. – szepnąłem, gryząc swoją dolną wargę.
-Co ty do cholery zrobiłeś, Justin? – spytała cicho, ze łzami w oczach i przyłożyła rękę do ust.

Kurwa.



*
Rozdziały będą teraz pojawiać się po 12 komentarzach.

piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 3

Justin's POV

Siedząc w tak zwanym "pokoju zwierzeń", gdzie wymienialiśmy się swoimi przeżyciami z przeszłości, całkowicie odpłynąłem nie skupiając się na tym o czym reszta grupy mówi.
Od kiedy się tutaj pojawiła czułem się dziwnie, tak jakbym znał ją już od urodzenia, to denerwujące. Maya Rose McCann. 
Tego kim jest dowiedziałem się z rozmowy, którą prowadziła z jednym z tutejszych lekarzy, swoją drogą bardzo go nie lubię, jest wścibski.
Uniosłem wzrok, gdy usłyszałem, że ktoś wchodzi do pomieszczenia i od razu tego pożałowałem, ponieważ stała w nich Maya we własnej osobie.
-Bardzo przepraszam za spóźnienie, ale to mój pierwszy dzień i nie bardzo się tutaj odnajduje.. - wymamrotała, poprawiając swoje włosy i usiadła na jednym z krzeseł, które znajdowało się na przeciw mnie.
Dokładnie jej się przyjrzałem, oblizując swoje wargi. Muszę przyznać, że jest niczego sobie.
-Justin? Może teraz Ty powiesz coś o sobie? - powiedział lekarz, przez co wzrok wszystkich był skupiony teraz na mnie. Boże, tylko nie to.
-Nie mam ochoty, wolę posłuchać innych. - odparłem, wywracając oczami i chowając dłonie do kieszeni, usiadłem wygodniej na krześle, patrząc przed siebie.
-Mam nadzieję, że niedługo się przed nami otworzysz. - odpowiedział, na co tylko skinąłem głową. Nie zamierzam tego robić, nigdy nie otworzę się przed nikim z tych ludzi.
Kilka godzin później, gdy leżałem na swoim łóżku bawiąc się scyzorykiem usłyszałem pukanie do drzwi. Cholera, czy oni kiedykolwiek dadzą mi chwilę spokoju? Zirytowany podniosłem się zostawiając swoją zabawkę na łóżku i ruszyłem w stronę drzwi, otwierając je powoli. Widząc osobę stojącą przede mną, zmarszczyłem brwi zdezorientowany. Co ona tutaj robi?
-Hej, um.. musisz przyjąć te leki. - mruknęła, unosząc wzrok na moją twarz. Prychnąłem pod nosem, wpuszczając ją do środka swojego pokoju. Obserwowałem jej ruchy, gdy starannie położyła tacę z lekami na szafce przy moim łóżku. Widać, że jest tutaj nowa.
-To wszystko? Bo chcę odpocząć, a Ty mi w tym przeszkadzasz. - syknąłem, mrużąc oczy i uśmiechnąłem się fałszywie w jej stronę. Widząc, że jest zamyślona i kompletnie mnie nie słucha zmarszczyłem brwi podążając za jej wzrokiem. Kiedy zobaczyłem, że patrzy na mój scyzoryk podszedłem bliżej, by móc schować go do kieszeni.
-To wszystko? - powtórzyłem tym razem głośniej i zacisnąłem szczękę, czekając aż wyjdzie.
-Myślę, że trzymanie tutaj takich rzeczy jest nieodpowiednie. - odpowiedziała tym razem pewniej, znów kompletnie ignorując moje słowa. Mogę stwierdzić, że jest bardzo denerwująca.
Podszedłem bliżej niej, uważnie się jej przyglądając. Nie bała się mnie, co było trochę szokujące ze względu na poprzednie sytuacje z innymi pielęgniarkami.
-Myślę, że to nie jest Twoja sprawa i nie powinnaś się wtrącać, uwierz mi, tak będzie lepiej dla Ciebie. - szepnąłem blisko jej twarzy, co zapewne wywołało u niej dreszcze. Zaśmiałem się pod nosem, siadając na łóżku.
-Zobaczymy jeszcze, Justin. - wypowiedziała swoje ostatnie słowa, po chwili wychodząc z pokoju. Skąd znała moje imię? Oh no tak, lekarz na porannym spotkaniu go użył. Wręcz nienawidzę.
Sięgnąłem po tacę z lekami i zabrałem je, po chwili wszystkie wyrzucając do kosza. Zabawne, że nikt nigdy nie domyślił się co z nimi robię, nawet sprzątaczki. Ludzie są tacy głupi. Uchyliłem okno, wpuszczając do środka trochę świeżego powietrza i patrząc na widok przede mną westchnąłem cicho. Kraty na oknach i wysokie bramy sprawiały, że to miejsce wyglądało jak więzienie. Mówią, że to dla naszego bezpieczeństwa, ale jak widać nie starają się tak bardzo, bo wyszedłem stąd już kilka razy i nigdy mnie nie przyłapali.
Swoją drogą nie powinienem tu być, nie jestem takim psychicznym człowiekiem jak reszta osób z tego ośrodka. To, że zabijam ludzi, a moim przyjacielem jest głos, który podpowiada mi co robić, nie znaczy, że jestem jak oni, ponieważ oni są gorsi, uwierzcie mi. Może to brzmieć absurdalnie, ale tak jest. Poza tym myślę, że wystarczająco długo tutaj siedzę, prawie 2 lata, a jestem taką samą osobą, jaką byłem zanim się tutaj pojawiłem. Odchrząknąłem pod nosem, wyjmując scyzoryk i położyłem go na szafce obok pudełeczka moich szpilek. Szpilki są moim "znakiem rozpoznawczym", pewnie zastanawiacie się dlaczego, tak? Tak jak wspominałem, żadna z moich ofiar nie jest przypadkowa, każda osoba zawiniła mi w jakiś sposób. Znacie to powiedzenie, że nawet bliscy wbiją Ci nóż w plecy? Z racji tego, że nie mam zamiaru kupować tylu noży, bo to byłoby bez sensu, wybrałem właśnie szpilki. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.
-Justin.. - z przemyśleń po raz kolejny wyrwał mnie mój przyjaciel - Coś mi się nie podoba w tej dziewczynie, myślę, że musi wiedzieć gdzie jest jej miejsce.
-Mówisz o nowej pielęgniarce? Co masz dokładnie na myśli? - mruknąłem cicho, ponownie kładąc się na łóżku.
-Będzie naszą nową wyjątkową ofiarą, musimy się jej pozbyć. Najpierw zbliżysz się do niej, na tyle, aby Ci zaufała, a później... sam wiesz co robić.
-Mam ją zabić? Oczywiście, jeśli jest taka jak reszta pielęgniarek, łatwo mi to pójdzie. - uśmiechnąłem się pod nosem, na myśl o kolejnym łatwym celu, jakim jest Maya.